O, rany, błagam. Większej bujdy na kółkach nie słyszałam.
W sumie to uwielbiam ten moment, gdy mi to ktoś mówi z twarzą wyrażającą powagę i wszelkie przekonanie o słuszności tej teorii. Chociaż niejednokrotnie przy tym odczuwam również współczucie: luźno rzucone hasełko może nie skrzywdzić tak bardzo, jak świadomość, iż owy "ktoś" kiedyś się przekona, że to nieprawda.
Wygląd się nie liczy.
Serio?
Wygląd ma bardzo istotne znaczenie. Rzekłabym, iż prawie najważniejsze. Czy wyobrażacie sobie taką sytuację:
WERSJA DLA PANÓW: Idziecie ulicą, aż tu nagle: bum! na drodze wyrastają dwie dziewczyny. Jedna: superlaska, zgrabne nogi, kształtne biodra, tyłeczek jak się patrzy, wcięcie w talii, cycki a'la Melanie Griffith za czasów świetności, z twarzy też świetna, cudne spojrzenie i lśniące włosy. Druga: zupełnie przeciętna, rzekłabym, szarawa. Czy to nie oczywiste, do kogo najpierw się podbije? Jasne, że do Pani Numer Jeden, nawet jeśli w głowie tłucze się monolog: "JestPewnieGłupia.AleMaZajebisteCycki.PewnieMnieSpławi.Kurde.Kurde" - jeśli, oczywiście. owy dżentelmen nie stchórzy. Nie mówię tu o planowaniu całego życia z tą panią, ale tak to już jest. Gdy to okaże się niewypałem (wiadomo, zwykła blondynka - nie uwłaczając jasnowłosym paniom - czy też inne mankamenty), to podbija się do Pani Numer Dwa. Dawno zasłyszane hasło: "Z najładniejszych wybieramy najmądrzejsze" zdaje się dalej funkcjonować w naszym społeczeństwie.
WERSJA DLA PAŃ (zapewne już nieco zirytowanych tak przedstawionemu traktowaniu kobiet). Żeby wynagrodzić pierwszeństwo panów; znajdujemy się na wakacjach, plaża, słonko, jest przyjemnie i cieplutko. Jesteśmy zadowolone z życia i myślimy nad jakimś letnim flirtem. Mamy znów dwie opcje:
a) Pan rodem ze "Słonecznego Patrolu": opalony, umięśniony, czarująco uśmiechnięty, w seksownie opinających się kąpielówkach, bardzo chętny na nowy flirt.
b) Pan wyglądający jak "typowy informatyk" (bez urazy, szanuję zdolności w tym kierunku, albowiem sama w nich jestem totalnym kołkiem!), chudy, kościsty, mysie włosy zaczesane do tyłu, dziewiczy wąsik itp. itd.
Wniosek też jest chyba jasny, nie?
Oczywiście to wszystko, tak jak zaznaczałam, nie odnosi się konkretnie do planowania długotrwałych związków, wszak sam wygląd to niezbyt udana recepta na "żyli długo i szczęśliwie" - później dochodzimy do wniosków, że fajne cycki to z reguły słaby materiał na poważną rozmowę, a umięśniona klata nie pocieszy, gdy nagle pojawi się kryzys. Rzecz jasna, pojawiają się i wyjątki - które, jak to się mówi, potwierdzają regułę.
Dodam, iż wygląd to rzecz gustu: jednym podoba się taki kanon piękna, zaś drugim inny.
Można też to wszystko przedstawić od strony biologicznej: mamy zakorzenione w umyśle, od dawien dawna, że dobry wygląd z reguły świadczy o dobrym zdrowiu, a tym samym: zapewnia przetrwanie potomstwa. Kobieta, która ma szerokie biodra i duże piersi już w prehistorii była uosobieniem matki, która może dać zdrowe potomstwo. (przykład: figurka Wenus z Willendorfu) Mężczyzna, który jest silnie zbudowany, wysoki, budzi respekt, wizualnie potwierdza kobiece pragnienie, iż zapewni bezpieczeństwo jej i dzieciom.
Zatem można wysnuć z tego kilka wniosków:
1. Wygląd był ważny już od dawna, to nie tylko wymysł dzisiejszych czasów.
2. Na ludzi ładnych zwykle się zwraca uwagę.
3. Ładni mają w życiu łatwiej.
Mam nadzieję, iż pierwszym 'prawdziwym' wpisem nikogo na starcie nie uraziłam: są to moje przemyślenia, i na krytykę również jestem otwarta.
Pozdrowienia,
Anika.

its true =*
OdpowiedzUsuńWygląd się i tak nie liczy
OdpowiedzUsuń