Temat związany ze zbliżającym się okresem Adwentu i ogólnie nowego roku 2015. Większość z nas wykorzystuje takie punkty zaczepienia na rozpoczęcie zmian w swoim życiu. A chyba jedną z najczęstszych zmian jest akcja pt.
"Od [wstaw nazwę dnia] biorę się za siebie!"
I szczerze mówiąc: bardzo dobrze! żaden powód do rozpoczęcia aktywności fizycznej i ogółem dbania o siebie nie jest zły. Jeśli jest prowadzony z głową.
Blogów miałam mnóstwo, a przeczytanych wpisów nawet nie zliczę. I dlatego jestem w ciężkim szoku, jakim cudem na świecie żyją takie tępe dzidy, które biorą się za diety itp., a w dodatku to publikują.
Jeżu kolczasty.
Podsumowując, większość takich delikwentek sugeruje się kilkoma zasadami:
1. Dieta
Ale nie, nie, nie. To nie jest nic zbilansowanego czy też uzgodnionego z kimś, kto się na tym zna. Uzupełnianie białka? węglowodanów? a co to jest? Przecież liczą się tylko kalorie! Im mniej, tym lepiej! 1000kcal na dzień? jasna sprawa, ale lepiej jeszcze mniej! To nic, że osobie aktywnej fizycznie taka liczba kalorii to zdecydowanie za mało.
Żadnego pomyślunku, żadnej wiedzy na ten temat. Zamiast stopniowe ograniczanie produktów niezdrowych czy tuczących, lecimy na hop-siup. Załóżmy: w niedzielę oprawiamy kebsa, podwójne frytki, colę z dolewką, trzy czekolady i ciasteczka, ale już w poniedziałek tylko sałata, owoce, sałata. No na prawdę... aż mnie chuj strzela, gdy to czytam.
Są też maniaczki diet opublikowanych na licznych forach czy stronach dietetycznych. Wegetarianizm, Dieta Czterech Plaż itp. itd. Wszystko w porządku, tylko że z założeniami takich diet trzeba się bardzo dobrze zapoznać, znać swoje zapotrzebowania i dostosować do własnego trybu życia. Weźmy na warsztat wegetarianizm, który stał się taki popularny. Prawidłowo stosowany (czyli nie tylko wyeliminowanie ze swojej diety mięsa, ale i zastąpienie go substytutami) zapewne jest szczególnie wskazany ludziom prowadzącym siedzący tryb życia, na przykład. Ale jednocześnie może być niewystarczający ludziom pracującym fizycznie czy też aktywnie trenujących. Ale czy jakakolwiek z tych agentek weźmie to pod uwagę? nie.
Kolejna 'dietowa anomalia', która mnie wkleiła w fotel, to głodówki. No po prostu nie wierzę. Ja rozumiem, dzień oczyszczania organizmu raz na jakiś czas, ale żeby kilka razy w tygodniu i to też "za karę"? (np. "wczoraj zjadłam ciastko, jutro głodówka :<<:").
Zabawne, iż zazwyczaj komentujący piszą coś w stylu: "o, kochana, powodzenia! ja jutro też głodówka!" itp. itd. Zamiast poradzić coś, co wyjdzie na zdrowie, to same siebie nakręcają.
2. Ćwiczenia
Chyba każdy trenujący wie, iż ćwiczenia to nic od razu. Wszystko robi się stopniowo, dostosowując do siebie tempo. Ćwiczenia dzieli się na serie i powtórzenia. I powinno robić się jakiś dzień zupełnie wolny, na zregenerowanie. Z kolei na większości tych blogów widziałam zwykle same 'superserie'. 200 przysiadów na raz? 150 brzuszków? Rany!
3. Ćwiczenia to tam nic, ważniejsza dieta
Otóż nie. Ćwiczenia są bardzo ważne, chyba że chce się później mieć zwisy po kolana i skrzydła pterodaktyla zamiast tricepsów.
4. "Kochani, jestem taka gruba... na 170cm ważę 50kg..." (wymiary podane bez żadnego związku z kimkolwiek konkretnym)
Ja rozumiem, że każdy kulturysta patrząc w lustro widzi wszystko w skali "jeszcze kilka cm", ale skoro widok własnego ciała i wagi ciągle nas dołuje, a już zwłaszcza, gdy bezpodstawnie, to przypominam, iż istnieje coś takiego jak kalkulator BMI.
5. Wręcz odwrotna sytuacja. "Jestem taka gruba, na pocieszenie zjem ciastko"
Z miejsca przedstawię swoją postawę wobec takich osób: Jak macie się żalić, to lepiej zebrać dupę w troki i do roboty, bo nikt za Was tego nie zrobi! I wymówka "a bo ja mam chore...." też mnie nie przekonuje, ponieważ zwykle są to tylko wymówki leniwych ludzi. A znam przypadki osób chorych - np. na serce, którzy mają ograniczoną możliwość aktywności fizycznej, a jakoś sobie radzą i nie zmieniają się w ociekającą beczułkę smalcu i łez. Owszem,. mają o wiele ciężej, ale to nie znaczy, iż jest niemożliwe. Zasadnicza różnica. Zresztą, form aktywności jest wiele. I bardzo dużo z nich nic nie kosztuje.
Żeby było jasne: sama miałam i problemy zdrowotne i byłam grubasem, a jednak zebrałam się w sobie i jestem teraz szczupła. Czyli z mojej strony żadnej solidarności. Bo gdy widzę otyłą osobę biegnącą przez park, mam ochotę rzucić wszystko, podbiec, poklepać po ramieniu i pogratulować (nie tylko otyłych). Ale jak widzę zestawienie: dwie koleżanki, jedna szczupła z jabłkiem w dłoni, a druga gruba, z pączkiem, w dodatku żaląca się głośno, jaka jest gruba i jak bardzo chce schudnąć to mam: nope, nope, nope.
Są również i naprawdę świetne i godne polecenia blogi/strony na temat ćwiczeń,. biegania, motywacji itp., to nie tak, że pojechałam teraz po wszystkich po kolei :) Sama często zaglądam na kilka z nich i nieraz przeczytam coś bardzo interesującego.
To chyba kilka najczęściej pojawiających się wątków przewodnich. Czas na moje podsumowanie:
Każda motywacja jest dobra, każdy moment jest dobry i w gruncie rzeczy robimy to wszystko dla siebie, nie dla innych. Bo w ostatecznym rozrachunku, jeśli robimy to z głową, to wyjdzie nam to tylko na zdrowie.Zatem zachęcam do ruszenia się sprzed kompa i zabrana się za siebie :) Sama ponownie zaczynam się ruszać (ah, dwa miesiące lenistwa) i nie ma, że boli. Będzie ciężko.Ale będzie warto :)
Żeby nie było, że panna Anarchia taka zła i niedobra, że hejtuje dookoła, trochę motywacji ode mnie:
♫ Muzycznie!
1. Roy Jones "Can't be touched"
2. Fort Minor "Remember the name"
3. Bosski Roman, Sokół "Jak zaczynasz dzień"
4. Kanye West "Stronger"
5. Survivor "Eye of tiger"
6. Red Chot Chilli Peppers "Can't stop"
7. Professor Green "Monster"
8. Skrillex "Bangarang"
9. Skrillex "Reckless with kill the noise"
10. Eminem "Till I Colapse"
*osobiście do biegania zwykle wybieram Skrillexa, natomiast na siłkę lub w drodze na trening rock lub rap.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz