Spóźnione życzenia noworoczne i świąteczne; mam nadzieję, iż oba święta się udały, były spędzone w jak najprzyjemniejszym gronie, w bonusie masa prezentów a w sylwestra odbyła się najlepsza impreza 'ever' :)
A teraz do rzeczy.
Dziś mam dziką fantazję obsmarowania polskiej edukacji. A, tak z okazji zbliżającego się końca przerwy świątecznej.
Polska edukacja, moim zdaniem, to totalne dno, niewypał, pomysł ludzi przekrzywionych umysłowo, z niesprawdzonymi pomysłami, którzy chcą się obowiązkowo odciąć od starszych metod nauczania. Jest niedopracowana, nieprzemyślana, z zignorowanymi efektami pracy lat poprzednich.
Jest chujowa i żałosna.
Zaczyna się rozjeżdżać w kluczowym punkcie: gdy 14/15 latki w III klasie gimnazjum są zmuszone decydować, kim chcą być i co chcą robić w życiu.
Oczywiście pomocą służą nauczyciele i psychologowie, zasypują nas masą quizów, oceną swoich zdolności i aspiracji, długimi monologami i naciskaniem na zdanie: "To kładzie wielką wagę na waszą przyszłość"
Wtedy dany rocznik, moim zdaniem, dzieli się na trzy rodzaje:
a) Wybiera szkołę ze względu na to, czego lubi się uczyć, nie wiążąc z tymi przedmiotami żadnych planów na przyszłość (pracę, studia)
b) "No, moja mama to dentystka, tata to chirurg, brat to radiolog, wszyscy na medycynie to idę na medyka, zresztą, rodzice mi kazali"
c) Pójdę gdziekolwiek, najlepiej do liceum, bo nie chcę jeszcze decydować, a w sumie to wyjebane.
Można powiedzieć, że należałam do tej trzeciej grupy, poniekąd.
Osobiście uważam, że najlepszym rozwiązaniem byłoby technikum, z tym że nie znalazłam w swoim mieście żadnego, które by mi odpowiadało i jednocześnie przekreśliło mi moją najbardziej ulubioną ścieżkę edukacji.
Chociaż to i tak nie powiedziane, że jest dobra, bo znam osoby, które zdały i maturę i test zawodowy na dobre oceny, a jednak nie pracują w zawodzie, którego się uczyły.
To był pierwszy minus, który powoduje u mnie czystą irytację. Bo jak można oczekiwać od ludzi w takim wieku, że wiedzą, co chciałby robić za 5-10 lat? Są, rzecz jasna, wyjątki, niektórzy od dziecka wiedzą, kim chcieliby być. Ale nie oszukujmy się: to jest mniejszość.
Kolejne, co mnie bardzo drażni, to te wszystkie zmiany, które powstały w szkołach. Mam tu głównie na myśli licea. A dokładniej: profile.
Niby myśl fajna, lekkie przygotowanie do danego profilu, załóżmy, medyk. Można to podsumować: po co medykowi rozszerzony polski?
Ale jednocześnie jest to ograniczenie. Zawęża nam to pole widzenia i jednocześnie utrudnia późniejszą zmianę profilu, ponieważ gdy chcesz zmienić na drugim roku klasę, to masz takie: "no, sorry. Musisz nadrobić jeden rok rozszerzeń". A jak nie chcesz zmieniać, ale chcesz zdać dodatkowo przedmiot, który nie wchodzi w rozszerzenia profilu, to mamy kolejne wzruszenie ramion i tekst "to się ucz sam w domu".
Minusem są też bardzo częste zmiany programu edukacyjnego, ciągłe zmiany podręcznika. Edukacja jest bezpłatna, ale jak co rok około 500zł leci na podręczniki (bo części nie odkupisz od starszych klas, bo: inne podręczniki/stare wydanie/nie te wydawnictwo), 100zł na komitet, leci kasa na ochronę, na ksero (a i tak musisz dodrukowywać sobie w ciągu roku za własną kieszeń) i wiele innych. Podsumowując, leci na to zasadniczo bardzo dużo kasy. Ale nie, SAMA edukacja jest oczywiście darmowa.
Doliczając do tego ciągłe gonienie: "Bo nie wyrabiamy się z materiałem!", czyli kolejne skracanie rzeczy zasadniczo niepotrzebnych do nauki, a które i tak muszą zostać zakute. Dlaczego rzadko kiedy na lekcjach uczymy się rzeczy przydatnych do dalszego życia? Wiemy mnóstwo niepotrzebnych, wykutych na pamięć rzeczy, znamy masę dat z historii, rozwiązywanie skomplikowanych równań z matmy, ale dlaczego dużo młodych ludzi nie wie, jak wypełnić PIT? Na w-f mamy siatkówki, koszykówki, ale dlaczego nie wiadomo, jak prawidłowo stanąć na baczność? Uczymy się historii innych państw, a historia naszego kraju jest dosyć okrojona. To dosyć smutne.
Ogółem mamy pochrzanione systemy, nawet bez porównywania do innych krajów (o, w Skandynawii, w Niemczech, w UK.... jest lepiej!), bo wiadomo, że wszędzie są jakieś kruczki. Smutne jest jeszcze to, że często nie ma pracy w zawodzie, który uda nam się uzyskać. Tyramy w szkołach i na uczelniach, a gdy w końcu skończymy tyle lat zakuwania, pracodawcy rozkładają ręce i mówią: "Przykro nam, nie masz doświadczenia".
Nosz kurwa mać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz