Post zaadresowany głównie do płci pięknej. Kobietki, weźmy się za siebie!, czyli coś, co szczególnie rzuciło mi się w oczy podczas ostatniej wizyty u fryzjera.
Przeglądałam właśnie gazetę, gdy rzuciło mi się w oczy hasło: Jak Skandynawki dbają o siebie?
Automatycznie pomyślałam, że faktycznie, fajnie byłoby poczytać o innych sposobach, ale nagle pojawił mi się wielki STOP.
Chwila, moment.
Dlaczego "Jak Skandynawki..."?
A przecież mnóstwo damskich magazynów ma artykuły tego typu. Czytamy: "Wyglądać jak Francuzka: 10 porad", albo "Chcesz mieć piękne ciało? Zastosuj metodę Brazylijek!". Jest tego mnóstwo. Jednak ani razu nie trafiłam na artykuł zatytułowany: "Polki i ich sposób na siebie".
To dosyć zastanawiające. Jesteśmy rzeczywiście tak piękne, jak zachwalają nas za granicą i nie musimy dbać o siebie, czy jest jednak wręcz przeciwnie? Czy utarty stereotyp zmęczonej kobiety z dwójką dzieciaków, masą pracy, nadwagą i strasznym wyglądem okazuje się prawdą?
Zauważyłam dosyć zabawny (albo i nie) zwyczaj: widząc zadbaną kobietę na ulicy mało która pomyśli "o, rany, jest naprawdę ładna", albo "ciekawe, jak dba o siebie". Zazwyczaj machinalnie przechodzimy do podstawowej dawki krytyki, często bardzo mylnej. Zamiast: "Hm, ma bardzo zadbane włosy", szybciej przyjdzie nam do głowy: "pewnie wydaje mnóstwo na fryzjera". Kiedy jest ładnie ubrana, nasuwa się na myśl: "Ale się odstawiła". Nie wspominam tu o różnych anomaliach, które tak królują w Internecie, bo to nie o to chodzi. Ale czy faktycznie ciężko jest dbać o siebie?
Osobiście uważam, że to zależy od sytuacji. Wiadomo, gdy mamy do pracy/szkoły na 10.00 i cały wieczór wolny, to mamy mnóstwo czasu na przygotowania i dbanie o siebie. Ale jak tu być zadbaną, gdy trzeba wstać o piątej, zadbać o dom/rodzinę, pędzić do pracy, a później powtórka z poranka?
Sama staram się przestrzegać kilku "żelaznych zasad", które nie są zbyt skomplikowane i czasochłonne, a mają naprawdę znaczący wpływ.
1. Makijaż obowiązkowo starty każdego wieczoru.
I nie ma wymówek. To dla mnie podstawa, bo chyba nie umiem sobie wyobrazić poranka, w którym spoglądam w lustro i widzę maskę z "Kruka" u siebie. Nie dość, że upodabniam się do upiora, to dodatkowo katastrofalnie męczę delikatną przecież skórę twarzy. Nie ma opcji. Co wieczór makijaż jest zmywany, czy to kremem, mleczkiem/płynem do demakijażu, czy po prostu mydłem. Noc jest jednocześnie czasem, gdy nasza skóra powinna odpocząć, bo jak nie wtedy, to kiedy?
2. Latem - nawilżaj, zimą - natłuszczaj
Nienawidzę kremowania i balsamowania. Po prostu nie cierpię. Ale to jedna z tych rzeczy, do których muszę się zmusić. Kiedyś nie zwracałam na to uwagi, jednak dostałam nauczkę: popękane, szorstkie łapki, w dodatku piekące. Nigdy więcej. Ulubione kosmetyki? Podstawa: krem Nivea, mogę zawsze i wszędzie. Ale do dłoni polecam Neutrogenę. Chyba najlepiej się u mnie sprawdza.
3. Dbaj o włosy
Piękne włosy to chyba marzenie większości kobiet (brzmię jak z reklamy L'Oreal ;) ). I sama jestem wielką zwolenniczką zadbanej czupryny. Co zatem jest ważne, by to osiągnąć?
- Regularne podcinanie (I nie ma, że "szkoda mi kilku cm, bo hoduję), myślę, że przynajmniej raz na miesiąc, do dwóch miesięcy max. Następne na liście jest...
- Odżywianie. Bardzo ważne, a którego także nauczyłam się na błędach. Sucha szopa to masakra.
- Ograniczenie używania suszarki/lokówki/prostownicy. A już na pewno nie "podsuszanie" włosów parę minut przed wyjściem, zabójstwo dla włosów. Jestem szczęśliwą posiadaczką włosów, które nie wymagają codziennego mycia, zatem myję je wieczorem, aby same wyschły. Jednak "nieszczęśliwcom" szybko przetłuszczających się włosów polecam suszarki z chłodnym nawiewem oraz dodatkowe stosowanie preparatów ochronnych.
- Regularne czyszczenie grzebienia/szczotki. Tak. To też się brudzi :D
4. Dbanie o paznokcie
Rozumiem, iż nie wszyscy mają możliwość stałego dbania o paznokcie (praca/brak czasu itp. itd.), a już zwłaszcza na pedicure i manicure co tydzień i sama nie jestem zwolenniczką tego typu działań (a może po prostu jestem zbyt leniwa?), ale gdy widzę niepoobcinane pazury z żałobą pod nimi to robi się mi słabo. Estetyka estetyką, ale gdzie higiena?
5. Peeling
Również nie przepadam, ale jak mus to mus. I z niechęcią muszę zauważyć, że przynosi niezłe korzyści, zatem czasem faktycznie warto pomęczyć się tym dłużej. Raz w tygodniu to nie aż tak wielkie wyrzeczenie, jak sądzę :)
6. Regularne ćwiczenia
Tak, jestem świadoma, że ludzie czasem nie mają czasu na w.w., ale wypisuję głównie moje 'sposoby'. Ćwiczenia poprawiają nie tylko wygląd, ale i samopoczucie, kondycję, ogólnie wydolność organizmu. Nie musi być to dwugodzinny, intensywny trening na pakierni. Ale nawet domowa gimnastyka po jakimś czasie wprowadza pozytywne zmiany :) Oczywiście w granicach możliwości, nie wszyscy mają przecież zdrowie na Chodakowską i Mel B.
7. Zbilansowana dieta
Nie znaczy to samą eliminację z jadłospisu, co ograniczenie niezdrowego jedzenia i przywiązywania wagi do posiłku. Na dłużą metę czarna kawa i papieros na śniadanie to niezbyt zbilansowana dieta :) I mówię to ja! Ja, fanka kawy i frytek!
8. Wysypianie się
Sama rzadko przestrzegam, tak goni czasem nawał obowiązków, ale gdy tylko nadarzy się możliwość: korzystam bez wahania. Sen jest bardzo ważny.
Łącząc to wszystko w całość, chyba nie wyszło mi nic drastycznego. Myślę, że to drobne rzeczy, które wprowadzają pozytywne zmiany w moim życiu :) Wpływają nie tylko na wygląd, ale i samopoczucie oraz zdrowie. Czyli przyjemne z pożytecznym :)
Takie moje osobiste podsumowanie.
P.S: Żeby nie było - zwracam się do kobiet nie dlatego, że nasi 'mięszczyźni' to same ciacha i playboye :) Ale ostatnio rzuca mi się w oczy stałe narzekanie kobiet, że faceci to szowiniści, wzrokowcy itp. itd. No, drogie panie, trochę sprawiedliwości: my też nie oglądamy się za beczkami smalcu w poplamionych koszulkach. Także to nie jest tak, że wtedy też "liczy się tylko charakter". Pozdrawiam :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz